sobota, 23 lipca 2016

1. Drużyna Siódma w Lesie Śmierci

 - Nie pamiętam - to było jedyne, co zdołała wydukać wystraszona dziewczyna. Jej wielkie oczy krążyły po niebie, jakby szukała w nim odpowiedzi na to, jak się tu do cholery znalazła i dlaczego leży na ziemi cała poobijana i wycieńczona. Poczuła narastający ból w okolicy mostka - jej chakra na skraju wyczerpania nagle przestała krążyć po całym ciele; to zdecydowanie skutek jakiegoś niemiłego incydentu w Lesie Śmierci - odruchowo przyłożyła palce do skroni. Miała nieprzyjemne wrażenie jakby śniła - rozmazany, wirujący obraz, pojedyncze sceny sprzed kilku chwil, nieustanne mamrotanie pod nosem.

 - Jiraiya - wyszeptała przerażona, zrywając się na równe nogi. Od razu pożałowała tego działania - ból przeszył całe jej ciało, a ona bezwładnie runęła prosto w czyjeś ramiona. - Jiraiya?
- Ewidentnie to jakaś wariatka, mówię wam - pewien uparty głos zaczął docierać do jej świadomości, a obraz okolicy oblanej przez gorące promienie czerwcowego Słońca wyostrzył się. Dziewczyna rozejrzała się w około, błądząc oczami po twarzach jej wybawców. Po dogłębnej analizie stwierdziła, że nigdy nie miała okazji widzieć tych osobników.
- Żaden Jiraiya, czy dociera co do ciebie mówimy? Słyszysz? - ciągnął z zapałem blondyn, który trzymał ją ciągle w ramionach i potrząsał jak nienormalny. Dwie postacie pochylały się nad nimi, uważnie lustrując wzorkiem wyrwaną ze snu dziewczynę. Mówił do niej tonem, jakby objaśniał małemu dziecku ile to jest pieprzone 2+2.
- Słyszałam za pierwszym razem, kretynie - zaoponowała brunetka, zachowując zimną krew. W takich sytuacjach nigdy nie wiadomo, czy masz do czynienia z sojusznikami. Odruchowo sięgnęła do ekwipunku po swoje ukochane noże, niezastąpione w każdej sytuacji. Z zawrotną szybkością wstała na nogi, odzyskując panowanie nad ciałem. Wycelowała nożem w zdezorientowanego blondyna, który raczej poczuł się urażony uwagą przybyszki na temat jego wątpliwego intelektu.

- Kim jesteście i co zamierzacie zrobić? - zmierzyła dzikim wzorkiem grupkę ludzi, którzy wydawali się nie mniej zdezorientowani niż ten biedny idiota. Senshi uwielbiała analizować wszystko - zaczynając od ludzi, ich zachowania i emocje, po trudne i kłopotliwe sytuacje. Jej doświadczenie nie pozwalało ufać nikomu, bowiem wróg może czaić się wszędzie - co jest jednoznaczne z zagrożeniem, a co za tym idzie - śmierć. Zauważyła, że otaczające ją towarzystwo jest w mniej więcej jej wieku - z zainteresowaniem przyglądała się blondynowi, który wydawał się zachować zimną krew.
- Żaden kretyn, jestem Uzumaki Naruto - powiedział zadziornie chłopak. Dziewczyna zauważyła, że w jego spojrzeniu kryje się pewna wyższość - miał piękne i przenikliwe, błękitne oczy - Kiedy przeciwnik ci się przedstawia też wypada to zrobić, co?
- Jedno słówko, Uzumaki - powiedziała z rozbawieniem, celując nożem prosto w gardło chłopaka. Co jak co, ale jej taijutsu było opanowane do perfekcji - pomimo przewagi liczebnej byłaby w stanie uporać się z wrogiem, nawet gdy jej chakra znalazłaby się krytycznej sytuacji. Miała tylko jeden słaby punkt, który znali tylko nieliczni, a była to krew. Chociażby jedna kropelka była w stanie wytrącić z równowagi dziewczynę.
- Kasai Senshi - dodała po chwili. Widząc zażenowanie na twarzy chłopaka, powoli oddaliła nóż i zmierzyła od góry do dołu różowowłosą dziewczynę, która najwidoczniej była towarzyszką dwóch chłopaków.
- Ładnie to tak traktować swoich wybawców, co? - zapytał z nutką ironii w głosie wysoki chłopak o kruczoczarnych włosach. Senshi obdarzyła go ciekawskim spojrzeniem - poczuła, jak jego oczy przeszywają ją na wylot. Jednak nie były to byle jakie oczy.

- Sharingan? Klan Uchiha? - stwierdziła z niedowierzaniem w głosie Senshi, piorunując wzrokiem chłopaka. Schowała broń i zrobiła mały krok w tył.
- Kasai, jak uroczo - zaoponował sarkastycznie - I jak trzyma się twój klan? Zdążyliście już zdominować wszystkie wioski?
- Nie powinno cię to interesować - odpowiedziała lodowatym tonem - Trochę ciężko żyć po tym, jak to genialni Uchiha wymordowali pół populacji, a ty zostałaś pieprzoną przybłędą.
 Pewny siebie uśmieszek spełzł z twarzy chłopaka, a jego szczęki mocniej zacisnęły się.
- Tak się składa że nie tylko ty straciłaś całą rodzinę, więc może tro...
- A ty może trochę przyhamuj mordę, bo wszyscy doskonale wiemy jakie były stosunki między naszymi rodzinami. Były, dopóki wszystkich nie powybijaliście, uroczo - Senshi nie mogąc się powstrzymać wyciągnęła z torby kunaie i wycelowała nimi prosto w twarz chłopaka, jednak była zbyt wolna - różowowłosa szybkim ruchem osłoniła ciało chłopaka, z lekkim przerażeniem patrząc na brunetkę.
 - Spokojnie, nie mamy złych intencji - wydukała cicho, błądząc oczami po jej twarzy - Haruno Sakura - dodała po chwili, starając się chyba uśmiechnąć, lecz na jej twarzy zagościł dziwny grymas. Bez wątpienia dziewczyna była przerażona zaistniałą sytuacją.
- Dziękuję, Sakura, ale chyba to ja rozmawiam z koleżanką - podsumował chłodnym tonem Uchiha, lustrując Sakurę wzrokiem. Zatroskana dziewczyna spojrzała z nadzieją na Senshi.
- W porządku, po prostu powiedzcie czego ode mnie chcecie - stwierdziła ze zrezygnowaniem brunetka, krzyżując ręce na piersi. Zaistniała sytuacja widocznie jej nie odpowiadała.

- Po prostu otrzymaliśmy śmieszną misję przeszukania tego śmiesznego lasu, w którym co roku są te śmieszne egzaminy na chuunina - powiedział nagle znudzonym tonem Uzumaki. Nagle wszyscy przypomnieli sobie o jego obecności - W sumie znaleźliśmy parę trupów, a tu proszę - ty! Oczywiście, ten frajer Sasuke chciał się cofnąć, ale zobacz księżniczko, uratowałem cię! - dodał, szczerząc zęby w dziecinnym uśmiechu.
 Senshi po raz pierwszy od niezręcznego spotkania uśmiechnęła się delikatnie, wyciągając rękę do Naruto, aby blondyn mógł stanąć na nogi. Od pięciu minut tkwił w tej niewygodnej pozycji, podczas gdy wszyscy mieli go centralnie gdzieś, tradycyjnie - Lubię gościa - dodała w myślach usatysfakcjonowana.

 Pomiędzy czwórką ninja zastała niezręczna cisza - wszyscy z uwagą przyglądali się sobie, najwyraźniej głęboko rozmyślając co dalej ze sobą począć. Niespodziewanie z letargu wyrwał ich Uchiha, niechętnie spoglądając na Kasai.
 - Powinniśmy już iść - stwierdził cichym głosem.
 - W takim razie dziękuję, chyba... Do zobaczenia? - wypaliła Senshi, odwracając się plecami z zamiarem dalszej wędrówki. Przez jej ciało przebiegł kolejny, bolesny dreszcz, na co jedynie zacisnęła zęby.
 Uzumaki popatrzył z nieukrywanym zdziwieniem na brunetkę.
 - Chyba się nie zrozumieliśmy, idziesz z nami - oznajmił blondyn, z naciskiem na dwa ostatnie słowa. W tym momencie w końcu odezwała się Haruno.
 - Jesteś w niebezpiecznym stanie, paniusiu. Uratowanie ciebie jest częścią naszej misji, myślisz że pozwolimy ci tak nagle iść dalej? - powiedziała z ironią w głosie.
 - Akurat masz najmniej do gadania gdzie i w jakim stanie pójdę - zaoponowała. Ta różowowłosa dziewczyna wyraźnie jej podpadła. Senshi sama zastanawiała się dlaczego - tak po prostu działało na nią towarzystwo niektórych osób. Jak to kiedyś powiedział jej stary trener - Kasai albo się kocha, albo nienawidzi.

 Sakura obdarzyła ją wrogim spojrzeniem. Zwróciła się w stronę Sasuke ze zirytowaną miną. Chłopak zacisnął jedynie usta w wąską linię i z poważną miną spojrzał na brunetkę. Pomyślała, że czarnowłosy ma niezwykle lodowate i przenikliwe spojrzenie - nie podobało jej się to.
 - Szczerze, to mało obchodzi mnie twój stan zdrowia, a nawet mogę stwierdzić - mam to w dupie. Dlatego z łaski swojej przestań grać jakąś krnąbrną laskę i pozwól nam do końca spełnić misję - rzekł głosem pewnym gniewu, jednak pozornie starał się zachować spokój.

 Senshi bardzo mocno zadziwiła, a zarazem przygasiła ta chamska bezpośredniość Uchihy. Jeszcze nikt nigdy nie odezwał się do niej w ten sposób - nawet nie śmiał, bo już lądował z kunaiem w gardle. Najwyraźniej chłopak nie doceniał jej, czego osobiście nie tolerowała.
 - Nigdzie nie idę - stwierdziła cicho, błądząc oczami po nieskazitelnym niebie. Napotykając zrezygnowany wzrok Sakury dodała po chwili - Tak poza tym gdzie chcecie mnie zaprowadzić? Czuję się doskonale, a pewnie Jiraiya się o mnie martwi. I jak mam przyjąć waszą pomoc skoro w ogóle was nie znam? Świat shinobi jest pełen niebezpieczeństw, dlaczego mam wam zaufać? - stwierdziła z ciekawością.
 - Rzeczywiście masz się czego bać - trzyosobowej grupki chuuninów, z czego mamy w niej jedynie medyka który praktycznie nic nie robi i tego hałaśliwego idiotę, którego możesz zabić za jednym zamachem - powiedział pewnym siebie tonem, a na jego twarzy pojawił się irytujący uśmieszek. Senshi bardzo nie lubiła osób, które tak otwarcie i bezpośrednio krytykują i ranią innych - to było zbyt wiele, czysty egoizm.
 - Zamachnąć to ja się mogę na twoje życie, ślicznotko - wycedził przez zęby blondyn, najwyraźniej dumny ze swojej riposty - Nie powinieneś tak otwarcie śmiać się z przyszłego Hokage Konohy, bo to może źle się dla ciebie skończyć, czaisz?
 - Rozmawialiśmy o tym już milion razy, skończcie się kłócić jak małe dzieci tylko wyjaśnijcie to sobie w końcu jakimś pojedynkiem - zawyrokowała gniewnie Sakura, karcąc wzrokiem Naruto. Czasem czuła się jak matka dwóch dzieci z zaawansowanym autyzmem, które co chwila sobie dogryzają.
 Brunetka przyglądała się tej sytuacji z rozbawieniem. Coraz bardziej pałała sympatią do blondyna. Obdarzyła go kolejnym, pogodnym uśmiechem.

 - Nie ma czasu na jakieś bzdury - prawie wykrzyczał z dziecinnym entuzjazmem - Po prostu niech panienka idzie z nami i będzie idealnie - ukończymy w końcu tą śmieszną misję, a my wybierzemy się we dwoje na Ramen u Teuchiego, ten staruch funduje mi zajebiste zniżki - poruszył sugestywnie brwiami, sięgając ręką do głębokiej kieszeni kamizelki. Po chwili poszukiwań wyciągnął z niej mały portfel, który wyglądał jak mała, gruba żabka wypełniona po brzegi monetami. Senshi uśmiechnęła się pobłażliwie na widok tego dużego dziecka.
 - Jesteś taka słodka, kiedy jesteś pulchniutka - wyszeptał z miłością w głosie blondyn, obdarowując żabkę pocałunkiem. Brunetka mimowolnie zaśmiała się, chowając twarz w dłoniach. Ten chłopak miał ewidentnie talent do ratowania każdej sytuacji i wychodzenia z kłótni bez szwanku. Przez chwilę pomyślała nawet, że z jej wesołą osobowością, którą rzadko kiedy komukolwiek ukazywała, mogli by zostać dobrymi przyjaciółmi.
 - To skoro już wystarczająco dobrze się bawicie, może ponieść cię na plecach, księżniczko? - zapytała sarkastycznie Sakura, przewracając oczami. "Błagam, niech ci tak zostanie na tej ślicznej buźce" - pomyślała z gorliwością brunetka, przygryzając wargę.
 - Bardzo dobry pomysł, Sakuro - odparła niespodziewaniem Senshi, uśmiechając się z przesadną serdecznością. Haruno postanowiła zostawić to bez komentarza, jedynie obdarzając dziewczynę zażenowanym spojrzeniem. Sasuke, który od dłuższej chwili milczał, najwidoczniej zdenerwowany upartm zachowaniem brunetki, również nie krył swojego zdziwienia.

 - Wskakuj - rozkazał Naruto, delikatnie pochylając się, aby dziewczyna mogła wskoczyć. Jej uwadze nie umknął wzrost chłopaka - był naprawdę wysoki. Niespodziewanie Kasai zaczęło doskwierać zmęczenie, a ból dawał się we znaki. Posłusznie wtuliła się w szyję chłopaka, który, ku jej zdziwieniu, miał naprawdę przyjemny zapach. To był jej mały fetysz, kochała męskie perfumy w każdej postaci.
- Niedługo będziemy w wiosce! Las śmierci jest naprawdę niedaleko, a widzę że mizernie wyglądasz księżniczko - dodał z rozbawieniem - Konoha na pewno ci się spodoba, jest tam tyle żarcia, poza misjami często są jakieś imprezy, oczywiście pod nieobecność Tsunade. Wiesz, to Kage naszej wioski, kiedy raz mi przywaliła to tańczyłem chyba trzy dni bez muzyki - blondyn skrzywił się na to wspomnienie - Ale jedno muszę przyznać, ma zajebiste cycki, kocham kiedy tak się nade mną pochyla i - urwał, pogrążając się w marzeniach.

 Senshi przestała sobie zdawać sprawę, kiedy odpłynęła w głęboki sen na plecach Uzumakiego. Jego ciągłą paplanina na temat niestworzonych rzeczy czy rozmiaru biustu jakiejś babci ustała. Teraz marzyła tylko o jednym - żeby ten niemożliwy ból ustąpił, a ona mogła kontynuować swoją wędrówkę.